Chwilę po wydaniu rozkazu , usłyszałem w powietrzu świst
kul. „Padnij!” krzyknął ktoś. Strzelali do nas chyba z każdej strony, oprócz
południa, tam był nasz budynek. Jakiś nabój przeleciał mi centralnie przed
oczami. Chciałem wyciągnąć karabin, lecz nie maiłem go w rękach, ani na
plecach. Cholera, gdzie ja Go zostawiłem? -Do środka!-Krzyknąłem głośniej od
wystrzałów karabinów. Amber wraz z Ojcem wbiegli do środka, a ja zaraz za nimi.
Dziewczyna stanęła na ugiętych kolanach przy wyjściu z budynku, lecz nie
wychylała się. Stanąłęm po drugiej stronie stojąc prawie tak samo jak Ona, może
miałem trochę niżej kolana. Rozejrzałem się po budynku, Ghostt; nie przytomny,
ale jest. Amber z ojcem są... Gdzie jest Alicja? Nie było Jej w budynku.
Wychliłem się, i rozejrzałem. Z lewej zobaczyłem dwóch żołnierzy z bronią,
którzy celowali centralnie we mnie. Szybko schowalem głowę, a kula wystrzelona
przez żołnierza odłamała kawałek futryny drzwi. Nastała znów cisza, bez
odgłosów strzałów. Alicja musiała być gdzieś za wejściem, przecież nie mogła
się za daleko oddalić. Przecież dosłownie przed chwilą siedziałem z Nią w tym
budynku. Podszedłem, a w sumie podbiegłem do nie przytomnego Ghostt’a, i
wyjąłem z Jego kabury pistolet, sprawdziłem magazynek, pełny. 15 naboi.
-Glock.-powiedział cicho ojciec Amber patrząc się na pistolet.
-Słucham?-Spytałem z ciekawością. -Glock, pistolet. –Właśnie w tej chwili
zrozumiałem, jak mało się na tym znam. Trochę się zawstydziłem swoja nie
wiedzą. „Chyba strzelić z tego będę umiał” pomyślałem. Podniosłem pistolet w
kierunku drzwi z celownikiem wycelowanym przed siebie. Myślę, że gdyby nie to
że bałem się że Alicji coś się stanie, to bym się nawet nie wychylił. Wybiegłem
z pomieszczenia, a napastnicy nie mal w tej samej chwili zaczeli strzelać,
wylądowalem pod ostrzałem parunastu ludzi. Szybko podbiegłem do jakieś palety
metalowej opartej na drzwie, i przycisnąłem się plecami do Niej. Mam nadzieję,
że wytrzyma trochę. -Alicja!-Krzkynąłem, lecz nie dostałem odpowiedzi.
Rozejrzałem się, lewa, prawa, jedyne co zobaczyłem to jakiś paru ludzi którzy
do mnie strzelali , i chyba chcieli mnie zabić. Tacy już są ludzie. Rozejrzałem
się po raz kolejny, przecież kurwa mać nie mogła zniknąć... Kawałek metalu z
osłony za którą się schowałem odpadł. Zaraz całe się rozpieprzy.Odsunąłem się
od dziury w osłonie, i poczułem jak coś mi się wgniata w udo, w celu zobaczeniu
co to jest podniosłem swoją nogę. Leżał tam granat. Wziąłęm go do ręki, i
dokładnie obejrzałem. Był czarny, lecz gładki. Zawsze myślałem że granaty mają
jakieś dziwne kształty, i są ciężkie. Wręcz przeciwnie, był lekki. Spojrzałem
na zawleczkę, srebrny błyszczący się „pierścień”. Po boku miał jakiś dziwny
kawałek metalu, nie wiem jak to się nazywa, ani jak to można opisać słowami.
Bez zastanowienia przycisnąłem kawał tego metalu, i wyjąłem zawleczkę.
Odczekałem z dwie sekundy, i nie zważając na ostrzał wychyliłem się, i rzuciłem
zwalniając kawałek metalu w miejsce skąd było widać najwięcej błysków, chyba
był tam jakiś karabin maszynowy. Zatkałem uszy, i zamknąłem na chwilę oczy, sam
nie wiem czemu. Tak mocno przycisnałęm dłonie do uszu że nie słyszałem nawet
wybuchu.W końcu odsunąłem dłonie od uszu i otworzyłem oczy żeby zobaczyć jaka
jest sytuacja. Dopiero teraz się zaczałem zastanawiać skąd wiedziałem jak
odpalić granat. Intuicja? Może. A może kiedyś już to robiłem? Niee, na pewno
nie byłem żołnierzem, przecież mam tylko 16 lat, a może 17. Sam nie wiem..
Ewentualnie 18. Rozejrzałem się po polu , cisza. Karabin maszynowy już nie
strzelał. Wziąłem głęboki oddech, i wybiegłem zza osłony w kierunku miejsca
skąd padały strzały. A przynajmiej jednego z nich. Jednak reszta nie uciekła,
ani nie została zabita odłamkami. Po raz kolejny rozpoczęła ostrzał, teraz
tylko trochę słabszy. Kule trafiały w beton po którym biegłem, i robiły w nim
dziury, przez co również tworzyło się dużo kurzu. Ze ścianami ruin tak samo,
jedna wielka masakra. A do tego, że karabiny były tak głośne dalej się nie
przyzwyczaiłem. Chyba właśnie to nazywają piekłem... Wślizgnąłem się w jakiś
zniszczony, podziurawiony budynek w który wcześniej wrzuciłem granat, i szybko
się położyłem, a właściwie rzuciłem na ziemię tyłem do miejsca skąd strzelali.
Trzymałem ręce na głowie, i leżałem tak czekając aż to wszystko się skończy. Chciałem
w końcu znaleźć Alice.I szczerze mówiąc, chciałem Ją mocno przytulić.Ostrzał w
końcu ustał. Odważyłem się w końcu lekko podnieść głowę, i zdjąć dłonie z
swojej głowy. Była zupełna cisza. Może im się amunicja skończyła? Albo uznali
mnie za trupa w którego władowali magazynek naboi i zaraz tutaj przyjdą?
Znajdowałem się w szarym pomieszczeniu na którego suficie bujała się żarówka na
kablu. Pomieszczenie było w kształcie trójkąta. W jednym z „ramion” pokoju była
dziura, skąd strzelał karabin, wrzuciłem granat, oraz w końcu wszedłem tutaj. W
ścianie obok znajdowały się drzwi z drewna, czarne, całe porysowane. Jeśli
chodzi o stan wizualny, były zmasakrowane. Obok drzwi stała duża szafa, od
podłogi do sufitu. Też była cała zakurzona, a dwie rączki służące do
otwierania, były obwiązane łańcuchem, a wszystko blokowała kłódka. Ciekawość
zaczęła mnie zżerać co się w środku znajduje. Na pewno nie Alicja. Chodziaż w
sumie po tym wszystkim co tutaj zdążyłem doświadczyć przez ten krótki czas, to
nawet to by mnie nie ździwiło. Prawie bym zapomniał, że przed chwilą do mnie
strzelali. Odwróciłem się do dziury w ścianie. Stał tam człowiek z karabinem
wycelowanym prosto we mnie. Na głowie miał metalowy hełm, z dziurą po lewej
stronie,i przywiązanym asem. Na oczach miał jakieś okulary przeciw
słoneczne.Wyglądało to komicznie, i wyśmiał bym go, gdybym to ja celował w
niego. Mundur taki jak rebelianci, niczym się nie różnił.
-No wstawaj. Nie mam całego dnia. –Machnął ręką, nakazując
gestem mi wstać. Wstałem z rękami za głową.
(Przepraszam że tak mało, szkoła, poprawianie ocen, ale już nie długo wakacje i trochę wolnego czasu, jakoś to wynagrodzę!)
Boski jak zawsze *.* kocham to opowiadanie <3 w sumie to takie krótsze rozdziały mozesz pisac ;D
OdpowiedzUsuńDzięki. Mam zamiar teraz wstawić następny roździał, ale to jak skończę :x
Usuń