Stałem tak
pod tą ścianą z piętnaście minut. W końcu wyszła. Wyglądała jak by nigdy nic.
Spojrzała mi się w oczy, i spytała „Idziemy?”. Pokiwałem zdziwiony głową. Przed
chwilą straciła ojca, a zachowywała się tak, jak by Jej to wcale nie ruszyło.
Może miała powody? Zastanawiałem się nad tym, lecz nie za długo. Zebrałem
wszystkich w jedno miejsce,Amber „podpierała” ścianę, ja stałem obok, a Alicja
siedziała obok mnie.
-No...
Ghostt... –Zacząłem. –To co? –Spytałem.
-Co, co? –Odpowiedział
pytaniem Ghostt.
-No co
dalej...
-Musimy
znaleźć schronienie przed nocą. I na pewno nie tutaj; tutaj są same ruiny.
Potrzebny solidny budynek. Nie za duży bo jest nas za mało na jakieś wielkie
terytorium. Potem prowiant, jedzenie no i picie,sami wiecie.Jak na razie skupmy
się na tym. A, o mało bym nie zapomniał. –Otrząsnął kieszenie w swoich
bojówkach, i podał mi dwa magazynki od pistoletu. Spojrzałem się na Niego
pytająco. –Aa, no tak.. –Wyjął zza paska pistolet, który nawet nie pamiętam
jak straciłem. Podał mi go do ręki. –Przeszukaj trupy. Będziemy się kierować w
tamtą stronę –Wskazał palcem kierunek w którym słońce zaraz miało się „schować”
aby zapanowała totalna ciemność. – Prawdopodobnie nie zdążymy nawet Ci zniknąć
z pola widzenia. Ale mimo wszystko, pośpiesz się.-Pokiwałem głową. Wyruszyli, a
ja rozpocząłem przeszukiwania trupów. Trochę naboi, ale dosłownie garstka. „Zawsze
coś” pomyślałem. Znalazłem też granat... Nie wiedziałem, czy go komuś oddać...
Jednak zostawię go sobie. Skierowałem rękę w kierunku spodni aby schować gdzieś
do jakieś kieszeni i... Uświadomiłem sobie że od czasu wyjścia z tamtego
budynku w którym się obudziłem,cały czas bylem w tamtych szmatach. A były już
zakrwawione lekko. I śmierdziały. Spojrzałem na martwych żołnierzy z pogardą.
Zdjąłem mu desanty, które zastąpiły moje stare buty. Prawie takie same jak
Ghostt’a, tylko bez metalowych części. Były lekkie, nie takie jak się
spodziewałem. Wzruszyłem ramionami, przyczepiłem
granat do spodenek i wyruszyłem w stronę grupy. Pokazałem Ghosttowi co
znalazłem, powiedział żebym zostawił to dla siebie. Zauważył też moje „nowe”
buty, na ich widok uśmiechnął się. Musiałem komicznie wyglądać, chłopak w jakieś
piżamie z szpitala w desantach. Co jakiś czas przepychaliśmy się z Alicją, tak
jak by nic nigdy się nie stało, i właśnie byśmy szli do sklepu.
(...)
Po godzinie drogi doszliśmy do jakieś dużej
szkoły. Wiecie, budynek szkolny, sala gimnastyczna wielkości budynku głównego,
dwa boiska. Nasz żołnierz się uśmiechnął.
-Ej nie.
Przecież teren nie miał być za duży? –Powiedziała Amber.
-Przecież
on nie jest duży... –Mówił patrząc się dalej na teren szkoły. Po chwili
otworzył zieloną furtkę, i już szliśmy za nim w kierunku budynku szkolnego.
Miał cały czas uśmiech na twarzy. Machał rękami, i podśpiewywał sobie coś pod
nosem.Jedyne co usłyszałem, to zwrotkę którą powiedział dosyć głośno.
„Broń do oka! cel i pal!
Niech bagnetów dźwięczy stal!” 1
Niech bagnetów dźwięczy stal!” 1
Słońce
zaszło, i cały obszar opanowała totalna ciemność.Zdążyłem zobaczyć że uśmiech z
ust Ghostt’a schodzi, a potem zapanowała ciemność, i cisza. Trwało to parę
sekund, po tym usłyszałem jakiś syk. Przede mną teren rozjaśniała niebieska
flara, a Ghostt włączył małą latarkę. „Szybko, do budynku”. Złapał Alicję za
ramię żeby się nie zgubiła, a ja Amber. Byliśmy jakieś 3 metry od budynku, wystarczyło
jeszcze tylko wejść po schodkach, i otworzyć drzwi. Było już tak blisko.
Okrzyki zarażonych słyszałem za sobą,a po niebie latały jakieś stworzenia.Potwory?
nawet miałem wrażenie że czuję ich śmierdzący oddech na sobie. Oddech
wydobywany ze zniszczonego, zgniłego mięsa. Już miałem wrażenie, że mnie
szarpią za ciuchy. Że mnie drapią pazurami. Nagle coś strasznie głośno
krzyknęło, o mało nie oguchłem.. Dźwięk ten było słychać przez trzy sekundy, lecz
w uszach odbijał mi się jeszcze przez jakiś czas. Jeszcze tylko jeden schodek!
W tym momencie Amber potknęła się,i przewróciła turlając się z betonowych
schodów na dół. Spojrzałem się na drzwi których Ghostt nie mógł otworzyć, i na
leżącą Amber. Podbiegłem do Niej, i Ją podniosłem trzymając rękę pod jej kolanami,
a drugą pod jej szyją.Wszedłem po schodach, na szczęście Ghostt’owi udało się
drzwi otworzyć. Niestety musiał je wyważyć. Wbiegliśmy szybko wszyscy do
środka, Ghostt złapał za jakąś wielką szafkę na buty która zakrywała pół
ściany, i przesunął ją w stronę byłych drzwi.
-Nie
przejdą? –Spytałem szybko oddychając
-Nie. –odetchnąłem
z ulgą –Przez jakieś piętnaście minut.
-Co?! –Wykrzyknąłem
wystraszony.
-Żartowałem,
raczej nie przejdą. Ale nie krzyczcie ,bo ktoś tutaj może być. Zresztą sam
zobacz –Wskazał pistoletem na świecącą się lampę naftową –ktoś tu musi być.-Wyjąłem
pistolet, i doładowałem pół pusty magazynek. Zdawało mi się, żę był pełny.. Eh.
Rzuciłem okiem na Amber, otworzyła oczy.
-Nic CI nie
jest Amber? –Spytałem
-Nie nie...
Wszystko jest okej,zemdlałam chyba, czy coś. –Powiedziała z lekkim
przymuleniem.
-Okej okej.
To moja wina, powinienem Cię mocniej trzymać. –Chciała mi zaprzeczyć, ale
widocznie nie miała siły.
- - - - -
1 – Kawałek
pieśni żołnierskiej „Marsz żołnierski” Z. Kraszewskiego.
Świetny jeju! *,* ❤
OdpowiedzUsuńKiedy nowy rozdział? Nie moge sie doczekac! Kocham to opowiadanie <3!
OdpowiedzUsuń