Uderzyłem z hukiem o beton, na szczęście nie było bardzo wysoko, bo bym
się najzwyczajniej zabił. Spróbowałem wstać, lecz nie mogłem podnieść
swojej prawej nogi. Chętnie bym sprawdził czemu, ale było strasznie
ciemno. Miałem wrażenie, że w tych ciemnościach coś mnie obserwuje. Po
jakimś czasie usłyszałem w oddali łódkę, czy coś takiego. Zaraz po tym
ujrzałem światło z reflektora który znajdował się z przodu łodzi w
której siedziało trzech ludzi. Dwójka z nich trzymała w rękach pistolety
podobne do mojego, tylko ze z przyczepioną latarką. "Cholera, przydało
by mi się takie coś" pomyślałem. Byli ubrani w jakieś stare
mundury,zniszczone i brudne. Na głowach mieli hełmy z metalu, a na
mundurze przyczepioną latarkę. Tylko tyle widziałem, za to trzeci
człowiek trzymał w ręku jakiś pistolet maszynowy. Na głowie miał
kapelusz z kamuflażem, a na twarzy maskę gazową. Mundur miał w jakimś
kamuflażu leśnym, a na ramieniu miał dziwny... "herb"? Był to pies, a
obok karabin na białym tle. Nie wiedziałem co to mogło znaczyć. W sumie,
ja nie miałem jak uciec, a Oni mogli w każdej chwili do mnie strzelić. A Ja do człowieka nie mam
zamiaru strzelać. Nie bez konieczności.Jak by nie było, oni też chcą
żyć, a ja nie mam prawa im tego życia odebrać. Podczas rozmyślania udało
mi się uwolnić moją nogę. Szybko położyłem się na podłodze i udawałem
trupa. Dopiero teraz Odczekałem z 10 minut chyba za nim pojechali. Odetchnąłem z ulgą.
Rozejrzałem się w poszukiwaniu jakiegoś światła, nic. Szedłem w
ciemności około pięciu minut. Marsz kanalizacja przerwało mi coś na
ziemi o co się potknąłem. Spojrzałem się w miejsce gdzie noga mi się potknęła, w poszukiwaniu przedmiotu na którym się potknąłem, i poczekałem aż oczy mi
przywykną do nad zwyczajnej ciemności. Po krótkiej chwili moim oczom
ukazało się jakieś ciało człowieka, bez połowy głowy, i z poszarpaną
ręką. Nogę miał odciętą czymś ostrym. Zasłoniłem oczy na chwilę, w
nadziei ze to tylko wytwór mojej wyobraźni. Jednak ciało było tam dalej.
W myślach zastanawiałem się czy Go przeszukać w poszukiwaniu czegoś co
mogło by mi się przydać. Uklęknąłem przy nim. Boże. Usiadłem akurat na
kałuży krwi. Spojrzałem na tors ofiary. Znajdywała się tam latarka taka
jak u tamtych ludzi na łodzi. Mundur zresztą był bardzo podobny. a może
taki sam? Nie, na pewno nie. Podniosłem latarkę. Oświetliłem Jego ciało.
Dopiero teraz zauważyłem różnice. Mundur miał szaro-niebieski. Na
głowie nie miał metalowego hełmu, tylko jakiś nowoczesny , z goglami i
noktowizorem doczepionym. Założyłem Go na głowę. Rozmiar był prawie
idealny. Rzuciłem wzrokiem w kierunku jego ręki. Leżał tam jakiś karabin
z krótką kolbą, i długim cienkim magazynkiem sklejonym taśmą z drugim.
Na dolnej szynie znajdowała się rączka, a na górnej celownik na
podczerwień z małą przedziurawioną czaszką zamiast zwykłego celownika.
Kolorystyka była szaro niebieska jak mundur i hełm. Kurde, jaki to
kamuflaż? Może jest z jakieś tajnej jednostki wojskowej, czy coś.
Przeraził mnie fakt, ze tak uzbrojony żołnierz nie poradził sobie z
napastnikiem. na pewno był dobrze wyszkolony. Spojrzałem na ramie
żołnierza. Miał "herb" z rozwiniętym spadochronem. Obok pisało "PES". Trochę niżej dostrzegłem mały napis "Prototype Elite Soldiers" W
miejscu gdzie kiedyś była latarka, pisało "DFA". Przy tym również był mały napis; "Death From Above" żebym ja jeszcze
wiedział co to znaczy. Wziąłem karabin do ręki , dopiero teraz
zauważyłem napis "Prototype" na boku lufy. Nie przejąłem się tym.
Włożyłem rękę do jego kieszeni, i wyjąłem stamtąd dwa magazynki.
Wstałem, a noktowizor który był przyczepiony do hełmu sam się opuścił.
Chciałem go włączyć , lecz nie wiedziałem jak. Wymacałem na hełmie pięć
guzików. Kwadrat, trójkąt, kółko, i pionową kreskę oraz poziomą.
Wcisnąłem kwadrat. Przez chwile nic się nie działo, ale później na moich
goglach pojawiły się jakieś wykresy. Usłyszałem pikanie, i po tym czyiś
głos. Gdzieś z góry. Wykresy zaczęły szumieć tak głośno, że go zdjąłem i
wrzuciłem do wody. Ups... "Dobra, ja stąd się zbieram... Bo jeszcze wywalę cały tunel w powietrze. ". Lekko się zaśmiałem , sam do siebie.
Przyczepiłem sobie latarkę do czarnej podkoszulki, i ją zapaliłem. Mury w
okół mnie były brudne, i wilgotne. Po bokach były małe "drogi" a po
środku woda. w której wolałem szczerze nie wiedzieć co pływa. w końcu to
kanalizacja.. Szedłem wilgotnym chodnikiem z... kwadrans? jakoś tak.
Zobaczyłem jakieś skrzyżowanie. Nie wiedziałem gdzie iść. Po prawej
zobaczyłem... Tego kościotrupa którego mam dość. Ruszyłem znów w pogon
za nim. O dziwo, przeskoczyłem szerokość około dwóch metrów w której
znajdowała się mala "rzeczka". Po 5 minutach sprintu się zmęczyłem.
Przede mną tunel skręcał w lewo. Odpocząłem chwile, i wychyliłem się.
Zobaczyłem jakąś bramą do której z innego korytarza wpływała woda. Obok
bramy po dwóch stronach były wieże z reflektorami i żołnierzami takimi
jak w łodzi. Chciałem zawrócić, lecz dostrzegłem w łodzi Alicję i
towarzyszącego Jej żołnierza . Oby dwaj byli skuci. Wpłynęli za bramę.
Bez dłuższego myślenia nacelowałem celownikiem a mechanizm bramy. (Linka
która Ją podnosiła). Strzeliłem. Brama zamknęła się prosto przed
nimi.Nie wiem czy tego chciałem. Ghostt złapał żołnierza na łódce, i
uderzył nim trzy razy o burtę. Na prawej wieżyczce ktoś nacelował w
Niego karabinem. Szybko podniosłem swój, i nacelowałem czaszką w twarz
żołnierza. Dopasowała sie idealnie do jego głowy. Nacisnąłem lekko na
spust. i wystrzeliłem. Zabiłem człowieka. Będę się tym później
przejmował, na razie mam do uratowania Alicje i Ghostt'a których prawdo
podobnie zlapali przezemnie.Wbiegłem do łodzi, i zobaczyłem twarz
zmasakrowanego żołnierza przez Ghostt'a. Strzeliłem w ich kajdanki. Ghostt
podał mi rękę, i podziekowal. Tak , jak by dziekował za coś normalnego
jak podanie godziny. Kajdanki Alicij sam rozpialem, nie chcialem zrobic
Jej krzywdy. Jakims dziwnym trafem nasze palce się splotły.Spojrzałem na
Nią, a Ona sie zarumieniła i lekko uśmiechnęła. Ghostt sie na nas
spojrzał.
-Rzygam. Chodzcie zakochańce, mozliwe ze maja jakies zapasy!- krzyknal
Ghostt. Szybko nasze palce sie rozłączyły, a ja podałem Jej swój
pistolet. Ja mialem karabin. Ghostt podniosł karabin z ziemi. Stanął
przy drzwiach obok bramy z zepsutym mechanizmem, i je zasłonił, po czym
spojrzał sie na mnie. Cos mnie zaniepokoiło.
-Moglismy przez Ciebie zginąć! Gdzie Ty kurwa byłeś?-Krzyknął. Alicja
próbowała Go uspokoić, lecz bez skutku. Zacząłem mu mówić wszystko co
pamiętam. Czyli od obudzenia sie w szpitalu... Zajeło mi to około
dwadzieścia minut. Rozmawialiśmy o tym i szliśmy ciemnymi korytarzami
szukając wyjścia. Pominąłem tylko ich podsluchana rozmowe, i przytulenie
mnie przez Alicję. Skończyłem, i akurat znaleźliśmy wyjście.
-No nieźle... - w jego głosie było słychać skruche. Ale starał się tego
nie pokazywać. Wszedłem pierwszy po drabinie, odchyliłem lekko klapę, i
rozejrzałem sie. "Pusto" szepnąłem do Ghostta podemną. Wyskoczyłem z
wejscia do kanału z karabinem na biodrze. Poczekałem aż wyjdzie Alicja, i
opuściłem swój karabin.
-----
Przepraszam za błędy itd, pisałem to na tel w autokarze. Bardzo proszę o jakieś komentarze, jak to ktoś czyta :c
Aż straszne? ;O
OdpowiedzUsuńNo musiałęm wytłumaczyć, bo bym dostał 5352 komentarzy, tylko że hejty . xD. Idę pisać po raz trzeci czwarty rozdział ._.
Kocham To czytać.Błedy?... nie szkodzi. Mam nadzieje, że przez wakacje uzbiera sie kilkanaście rozdziałów :3 .
OdpowiedzUsuńBoże zajebiscie <3
OdpowiedzUsuńDziękuję, i zapraszam do grupy jeśli w niej jeszcze nie jesteś, przy okazji miłego czytania! c;
Usuń