poniedziałek

17. "Jest źle..."

Wesołego nowego roku!
*2015, wciąż czekam na apokalipsę zombie*
--------------
W tej chwili przygniatał mnie ciężarem swojego ciała, a ja nie mogłem go podnieść. Brakowało mi siły. Byłem zmęczony, mimo że jeszcze przed chwilą miałem siłę na wszystko. Cholera, to takie wyczerpujące. Cały czas gdzie by nie pójść, wpadać w kłopoty i być pod presją. No i co chwila gubić broń... Zupełnie zapomniałem o napastniku który leżał na mnie, i miał mnie właśnie uderzyć. Odsunąłem głowę a on trafił w ziemię, to musiało boleć bo włożył w to dużo siły. Gdy lekko się uniósł, wykorzystałem to i podkurczyłem nogę wyprostowując ją już na jego klatce piersiowej. Odleciał ode mnie w przeciwną stronę. Momentalnie pocisk przeszył jego głowę, wędrując przez skroń. Cholera, to nie ja strzelałem. Spojrzałem przez swoje lewe ramię, na budynek... A dokładniej na okno. Coś tam zabłysło.Zobaczyłem odrobinę wyżej czyjeś oczy, i od razu tak jak by się zapadły w ciemności budynku. Cholera, kto to był? Jak na razie chyba jednak było to moje mniejsze zmartwienie, ponieważ usłyszałem jęki. Jęki zmarłych. Tak, to byli zimni, cholera. Spojrzałem przez swoje prawe ramię; zobaczyłem piątkę zapierdalających po mnie sztywnych. PIĄTKĘ PIERDOLONYCH SZTYWNYCH. Nie przejął bym się tym, gdyby nie to że nie miałem przy sobie pistoletu, a jedyne co mogłem użyć jako broń oprócz swoich kończyn, to nóż. I teraz pytanie... Spierdalać do budynku gdzie prawdopodobnie znajdę się pod ostrzałem i zginę. Mogę też tutaj zostać i z nimi walczyć, ale prawdopodobnie zginę. Um... Tyle sposobów by zginąć. Wyciągnąłem nóż, i stanąłem najsolidniej jak potrafiłem. Nie wiem czemu wybrałem śmierć poprzez pogryzienie. Z coraz bardziej zmniejszają się odległością moją od zarażonych, przychodziło mi do głowy coraz więcej pomysłów co zrobić. Może jednak uda mi się przeżyć?  Były już jakieś pół metra ode mnie, brałem zamach nożem gdy... Coś ich wszystkich rozstrzelało. Przepraszam, co? Spojrzałem w prawo, stał tam jakiś mężczyzna. Nie rozpoznałem jego twarzy, było za ciemno i znajdował się za daleko. Rzucił w moją stronę karabin.
-Wróć po tamtego chłopaka, i czekaj tu na mnie. -Powiedział, skądś kojarzyłem ten głos...  Chciałem zrobić tak jak mi kazał, więc odwróciłem się w stronę drzwi z których wyszedłem z budynku. Drogę zablokował mi... A raczej zablokowało to samo, co spotkałem w szkole. Wyszeptało tylko "Znajdź dziewczynę" i zniknęło... Głowa mnie rozbolała momentalnie, jak i momentalnie ból ustał. Cholera, to było serio dziwne. Wbiegłem do budynku, ostrzał minął już jakiś czas temu. Ale... Alexa nie było. Rozejrzałem się, wszędzie leżały łuski, kawałki ściany i mebli. W miejscu gdzie leżał Alex został jedynie ślad po nim. Cholera, gdzie on jest?  Usłyszałem czyjeś kroki za mną, odwróciłem się momentalnie i wzniosłem karabin. Wycelowałem w sylwetkę i odbezpieczyłem karabin,osoba naprzeciw mnie podniosła ręce.
-Słuchaj-Powiedziała, to ta sama osoba od której dostałem karabin. Opuściłem swoją broń.A Ona próbowała złapać tchu.
-Kim jesteś? -Spytałem, nie opuszczając wzroku z tajemniczej postaci będąc na wszelki wypadek cały czas gotowy na zareagowanie,gdyby jednak nie okazała się dla mnie zbyt przyjazna. Otworzył usta by mi odpowiedzieć, lecz z zamkniętych drzwi przez które przeszedł by dostać się do mnie, wysypało się koło pięciu zarażonych. Lewą dłonią z największą siłą jaką miałem odepchnąłem go, przewracając go przy tym i uniosłem lufę w stronę sztywnych. Nacisnąłem spust, a z mojego karabinu wysypała się fala pocisków wymierzonych w zarażonych. Wszyscy padli na ziemię w tym samym momencie... Podałem rękę osobie która właśnie przyglądała się mojemu wyczynowi, i pomogłem jej wstać. Podziękowała, po czym zdjęła kominiarkę... To był Ghostt. Zatkało mnie, nie wiedziałem co powiedzieć.
-Wiem że się cieszysz - zaśmiał się -Ale musimy stąd spadać. -Kontynuował, sprawdzając magazynek i resztę osprzętu jaki posiadał.
-Ale dlaczego? -Spytałem rozglądając się czy nikt nie wszedł do budynku.
-Jest źle. Bardzo źle. Parę naście wielkich hord zimnych po prostu wydostała się z największego więzienia i skierowało w stronę tego miasta. A dokładniej od jakiegoś czasu już jest. -Odwrócił się,i pokazał palcem żebym zachował ciszę. Usłyszałem jakieś jęki które się nasilały. -Tak, to właśnie one -Potwierdził.
-Nie możemy stąd iść, zostawiłem tutaj kogoś. Zresztą, gdzie jest Alicja?
-To go lepiej szybko znajdź -Odpowiedział pozostawiając moje pytanie bez odpowiedzi. Ktoś wbiegł, zatrzaskując za sobą drzwi i przygniatając je plecami aby nikt się nie dostał przez nie. To był Alex.
-Mówiliście o mnie? -Zaśmiał się. Pokiwałem głową. "Wynosimy się stąd" krzyknął Ghostt. Alex chyba dopiero teraz zauważył że nie zastał mnie tu samego. Musiał domyśleć się prawdopodobnie, że skoro do mnie nie strzela to jest nastawiony przyjaźnie. -Dobra, pomoglibyście mi -Powiedział zaczynając dawać znać, że traci z każdą chwilą siłę. Ghostt jak najszybciej przebiegł przez przejście prowadzące do pokoju gdzie Alex przytrzymywał drzwi służąc za barykadę. Oparł się ramieniem o dużą szafę obok wejścia, i próbował ją popchnąć w stronę drzwi.
-Aż tyle siły nie mam, Daniel, rusz dupę! -Krzyknął w moją stronę patrząc się na mnie. Podbiegłem i pomogłem mu przesunąć szafę. Alex odskoczył od drzwi, a my dopchaliśmy szafę do końca. Otarł rękawem pot z czoła i odetchnął z ulgą.
-Musimy stąd spierdalać. -Stwierdził stanowczo Alex.
-Nie znamy się,ale masz rację. -Potwierdził Ghostt.
-Nie, musimy znaleźć Alicję. -Zaprzeczyłem. Obydwaj przytaknęli, lecz Ghostt wyglądał jak by mu to niezbyt pasowało. Cóż, przynajmniej tak mi się zdawało. "Tędy" powiedział do nas Ghostt, wskazując palcem przez szybę. -No dobra, tam. Ale którędy? -Spytałem. Pokazał jeszcze raz na okno.
-Przez okno. -Zaśmiał się. Spojrzałem się na niego jak szaleńca, a on tylko się uśmiechnął.
-Mi tam się podoba. -Powiedział Alex. Wziął wdech, i wyskoczył oknem tucząc przy tym szybę i lądując na ziemi na zewnątrz.
-To był żart...  Tam są drzwi. -Powiedział Ghostt śmiejąc się pod nosem. Alex trochę się zawstydził.
-Było fajnie. -Uśmiechnął się. Ghostt podał mu swój karabin przytrzymując go jeszcze przez chwilę w swojej dłoni i dając znać wzrokiem, że jak mu go nie odda to będzie z nim źle. Po chwili jednak puścił go, i wyszedł z  budynku. Teraz moja kolej. Podałem swoją broń Ghostt'owi, i wyszedłem tuż za nim. Moim oczom ukazał się wielki budynek z dużym, czerwonym krzyżem na dachu. "Szpital" stwierdziłem. Budynek z strasznie dużą ilością okien, niektóre pozabijane dechami a niektóre powybijane. Zdarzały się też jakby nie naruszone, lecz z plamami krwi lub czegoś innego, z takiej odległości nie mogłem nic dokładnie stwierdzić.
-To gdzie jest Alicja? -Powiedziałem cicho obserwując budynek stojąc obok Ghostt'a.
-Nie ma jej. -Parsknął. Chciałem coś powiedzieć,ale gdy otworzyłem usta Alex podszedł do niego, przystawił mu pistolet pod brodę i przycisnął do drewnianego płotu.
-Gdzie-jest-Alicja? -Spytał powoli mówiąc do Ghostt'a, i przyciskając coraz mocniej lufę do jego szczęki oraz odbezpieczając broń. -Coo, zaniemówiłeś, hę? -Ciągnął dalej, czekając na odpowiedź kopnął mocno kolanem go w brzuch.  Cholera, co jest?
-Dobra, kurwa! -Krzyknął.Alex puścił go, odpychając się od niego. -Jest gdzieś w tym szpitalu na który przed chwilą patrzył się Ghostt.
-Tak się zadaje pytania ludziom. -Szepnął do mnie Alex patrząc się psychicznie w dal za moimi plecami.
---------------------------------
Jeśli Ci się spodobało, proszę, zaloguj się, napisz komentarz, ponieważ jest to straszna motywacja dla mnie i widzę, że jedyną osobą która czyta jest moja siostra (lovki). I możecie pisać, jak myślicie co będzie w następnym roździale.

6 komentarzy:

  1. no w końcu brat! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. na pewno nie jestem jedyną, lovki też :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy15:37

    nie ogarniam jak założyć konto na tele ;cc
    ale świetnie że znowu piszesz c;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tzw, konto to google plus, które na pewno masz i jak się na nie zalogujesz to powinno być okej.
      Dziękuję, tak na prawdę ten roździał pisałem strasznie długo, sam nie wiem czemu, wczoraj się wziąłem do robty i go dokończyłem.

      Usuń
  4. Anonimowy19:36

    łooo, czyli jednak coś się tu dzieje ;3
    witamy z powrotem ;D

    OdpowiedzUsuń