Miłego weekendu! Zapraszam do komentowania, to strasznie jak widzicie motywuje!
---------------
Zrobiłem kolejne parę kroków bojąc się, że za chwilę to wszystko po czym się poruszam runie, nie wyglądało na wytrzymałe. Nagle przede mną pojawiła się szara, nie wyraźna postać. Tak po prostu, znikąd. Szła po schodach przedemną odwrócona plecami. W poszarpanej dłoni trzymała karabin. Idąc od przewrócenia dzieliła ją nie wielka granica, lecz starała się dojść jak najwyżej. Gdy weszła już, odwróciła się i podniosła karabin w moją stronę. Zaczęła strzelać, lecz nic mnie na szczęście nie trafiło... Kule tak jak by przenikały przeze mnie... Obejrzałem się za siebie, był tam ten sam potwór który przebiegł w korytarzu, lecz tych była masa, i również były strasznie nie wyraźne. Przebiegły dosłownie przeze mnie, rzucając się na żołnierza w kamizelce i masce gazowej. Zaczęły go gryźć, po czym usłyszały dźwięk którego mi nie było dane usłyszeć, i poleciały wyżej. Postać zaczęła się czołgać ledwo żyjąc do ściany, po czym po prostu odeszła; umarła. Poszedłem wyżej, i zobaczyłem martwe pogryzione ciało właśnie w tamtym miejscu. Na moje oko było martwe już od dawna.... Co to było? Wszedłem zastanawiając się nad tym na drugie piętro. Światło bijące z szyb które tutaj już nie były zabite, a przynajmniej takie się zdarzały zaczęły bić mnie po oczach. Przede mną stały jak by dwa cienie zarażonych.Podniosłem broń i wycelowałem w głowę z jednego z nich, lecz padł na ziemię jeszcze przed moim strzałem. Drugi chwilę potem,padając na mnie. "Alex" pomyślałem. Zepchnąłem go ze schodów, i wbiegłem na piętro.
-Alicja! - Krzyknąłem po raz drugi. Rozejrzałem się, pusto. Stwierdziłem że nie będę marnował czasu na to piętro. Wbiegłem od razu na kolejne piętro, słysząc za sobą strzały.Odwróciłem się, i zobaczyłem kolejnych dwóch żołnierzy, znów szarych i nie wyraźnych.Znikli za rogiem cały czas strzelając do czegoś. Złapałem się za głowę, i powstrzymałem się jakimś cudem od zemdlenia i wbiegłem na drugie piętro. Krzyknąłem znów, lecz tym razem dostałem odpowiedź. Niestety, to nie był głos Alicji. Odpowiedzią był jakiś głośny, męski jęk. Pobiegłem za nim, i znów go usłyszałem. Dochodził z jakiegoś zamkniętego pomieszczenia. Przyłożyłem ucho i zaczałem nasłuchiwać.
-Spokojnie, nic Ci nie będzie.. -Powiedział wolno jakaś osoba, głosem przypominająca Ghostt'a.
-Dasz radę mu pomóc? -Usłyszałem Alicję.
-Alicja?!? - Krzyknąłem. Nikt nie odpowiedział,a usłyszałem jedynie kolejny jęk. -Z kim jesteś? - Krzyknąłem jeszcze głośniej i "odkleiłem" ucho od drzwi namierzając celownikiem w stronę drzwi.
-Kim jesteś? - Odpowiedziała mówiąc normalnym głosem.
-To ja, Daniel... -Powiedziałem, po czym drzwi się otworzyły i wybiegła Alicja. Wyglądała inaczej, włosy miała ściete do szyji a na twarzy pojawił się wielki uśmiech na mój widok. Była ubrana w szare bojówki i lekko ciemniejszą bluzę. Przytuliła mnie mocno, a ja upuściłem karabin na ziemię aby ją objąć. Trzymałem ją tak jeszcze przez chwilę, dopóki nie wyszła druga osoba...
-Dbaj o broń, synu. -Zażartował... Ghostt! Skąd on się tutaj wziął? Podał mi rękę, a ja ją mocno uścisnąłem... Wydawał się zupełnie inny. Jak by "nie ten Ghostt". Spojrzałem przez szybę, i zobaczyłem postać schodzącą z jakiegoś dachu.Alex. Zaraz tu powinien wrócić. Szybko streściłem Ghostt'owi to co się działo przed chwilą a on się na mnie spojrzał ze zdziwieniem.. -Ale... To nie mogłem być ja. Od dłuższego czasu się stąd nie ruszałem.. Pogadamy o tym później, i zaprosił mnie do pokoju skąd wydał się kolejny jęk. Zobaczyłem żołnierza takiego samego, jak ten na schodach... Ale ten żył. I wyglądał realnie. Usiądź, ja muszę się nim zająć. Tak też zrobiłem, i opowiedziałem o wszystkim, oprócz tego co zobaczyłem w budynku, wolałem to zachować w tajemnicy. Uprzedziłem również o Alexie, i opowiedziałem dokładnie wszystko od kiedy ich "zgubiłem". Słuchali uważnie, wyłapując każde moje kolejne słowo. W tunelu usłyszałem kroki.
-To ten Alex pewnie idzie. -Uspokoił mnie Ghostt. Wsłuchałem się.
-Nie... -Zaprzeczyłem. -Alex jest sam, a ja słyszę więcej kroków. -Ghostt się na mnie spojrzał. Nagle poczułem dłoń na swoim ramieniu.
-Spokojnie ,to tylko ja. - Uff, to był Alex... -Słyszałeś kogoś jeszcze? -Spytał zdziwiony, patrząc się przy okazji na Ghostt'a i Alicję.-Chodź na chwilę, pogadamy -Powiedział po czym zachęcił mnie do wyjścia z pomieszczenia. Podszedł do mnie, i na szybko mu wyjaśniłem o co chodzi z Ghostt'em, ale jak by to jego nie interesowało, lub wcale nie słuchał.-Słyszałeś więcej kroków, zgadza się? -Spytał z wielką powagą.
-Tak, tak mi się zdawało... -Odpowiedziałem nie pewny.
-I pewnie widziałeś jakieś nie wyraźne postacie, co?
-No... Można tak powiedzieć. -Powiedziałem speszony
-Cholera, Ty też. Słuchaj, niektóre miejsca na świecie mają straszne historie, lub po prostu ciekawe; warte zachowania na dłuższy czas. -Mówił rozglądając się. -Ci, kogo widzisz to "duchy historii", a przynajmniej ja je tak nazywam. W zależności od miejsca możesz widzieć same prześwity ich, całych a czasami nawet możesz z nimi porozmawiać. Nie mogą Ci nic zrobić, nie musisz się ich obawiać... Można się od nich dowiedzieć sporo rzeczy, i zaciekawić co tu się takiego mogło stać, by to miejsce było warte zapamiętania. Dobra, wracajmy do reszty... -Powiedział, i wszedł zostawiając mnie na korytarzu. Mignął mi przed oczami obraz tego miejsca z zewnątrz, tyle że zupełnie zadbanego, nie zniszczonego... Głowa mnie rozbolała jeszcze bardziej, i nie potrafiłem powstrzymać się od jęku z bólu. Ghostt od razu po mnie przybiegł, pomógł mi wejść do pomieszczenia oraz usadowił pod ścianą.
-Daj mu po prostu odpocząć.-Powiedział Alex patrząc się na Ghostt'a. Patrzył na niego jak na starego przyjaciela. Nie wytrzymałem z pytaniem.
-Znacie się? - Zapytałem, lecz Alex puścił moje pytanie koło uszu. Patrzył się wciąż na Ghostt'a, po czym otworzył usta.
-Jacques? -Spytał z powagą Alex patrząc się na mojego towarzysza. Równie ciekawie przyglądała się temu Alicja.
-Ryan? -Odpowiedział kolejnym pytaniem, i rzucił się na Al... Ryan'a? Poklepał go po plecach, jak starego przyjaciela.
-Znacie się? -Powtórzyłem pytanie.
-Jasne. -Odpowiedzieli we dwójkę.
-Skąd? -Wtrąciła się Alicja ze swoim pytaniem.
-Francja, rok temu. -Mówił Jacques, znany mi jak Ghostt. -Ryan,czyli Alex był moim spotterem; obserwatorem. Mamy za sobą parę misji na różnych terenach. Nigdy o tym nikomu osobiście nie mówiłem, i szczerze mówiąc wątpiłem że się jeszcze kiedyś spotkałem. -Zaśmiał się.
-Co do tych "misji" -Uśmiech z twarzy Alex'a zszedł w tym momencie. Ghostt się na niego chwilę popatrzył, po czym na jego twarzy uśmiech również zniknął.-Do dzisiaj pamiętam tą w sektorze 18...
-Sektorze 18?-Spytałem z powagą. Ryan zakrył twarz dłońmi.
-Tak, sektorze 18. Przyjechaliśmy tam w dwanaście osób tylko na chwilę, dowieźć jakieś części. Wszystko było ściśle tajne, ale kiedy na świecie panuje apokalipsa zombie, to kogo to obchodzi? Służyliśmy razem w "BIA" , tajna organizacja wojskowa w ameryce. Na miejscu okazało się, że nie zastaliśmy naukowców, a nasze auto zniknęło. By się wydostać musieliśmy przejść przez linie wykopane przez kanibali. Można powiedzieć że nam się udało,a prznajmniej mi i Alexowi. Reszta nie miała tyle szczęścia...Kiedy widzisz jak jakiś skurwiel pożera twojego dowódcę a Ty masz pusty magazynek, i jesteś ciągnięty przez przyjaciela do wyjścia wszystko traci sens zamykając za sobą podziemia tak, aby nikt tam nigdy nie wszedł ani nie wyszedł... Dwanaście uzbrojonych oraz wyszkolonych żołnierzy, liny, karabiny, amunicja, pistolety, race, granaty, noktowizory przeciwko parunastu kanibalom oraz ich zębom i maczetom... Każdy na początku powie, jak mogło wrócić tylko dwóch ale...-Głos mu się zarwał.
-Ale nikt kto tego nie przeżył, nie zrozumie pod jaką byliśmy presją, i co mogliśmy czuć. -Dokończył Alex, a Ghostt pokiwał tylko głową. -Było,minęło. Żyjemy tym co jest tu, teraz.
-Może nie uwierzycie... -Ciągnął Ghostt strasznie cicho-Ale wtedy mimo że spędziliśmy tam parę dni, było tam milion razy gorzej niż jest tutaj... - Ryan tylko pokiwał głową, wstał i wyjrzał przez otwór w zabarykadowanym oknie. Nagle strzał przeszył drewno tworzące barykadę okna, i zgniótł się na ścianie po przeciwnej stronie.
-Snajper, na ziemię! -Krzyknął Ryan, i położył się na ziemi przy ścianie, tak jak reszta. Podniosłem głowę, i zobaczyłem przed sobą trzęsącą się Alicję. Cholera...
-Co robimy? -Krzyknąłem przytrzymując swój hełm na głowie. Dopiero teraz sobie o nim przypomniałem...
-Wynosimy się stąd! - Krzyknął Ryan. Gdy próbował wstać, więcej kul przeszyło ścianę wpuszczając więcej światła do pokoju.-Dobra, to był zły pomysł!-Padł znów na ziemię. Tynk, kawałki ścian oraz drewna zaczęły lecieć nam nad głowami, tak samo jak pociski z ciężkiego karabinu maszynowego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz