piątek

10.

Otworzyłem powoli oczy, nademną stała jakaś postać. Nie mogłem rozpoznać twarzy, wszystko było rozmazane. Powoli obraz się wyostrzał. Postać która stała nademną trzymała drewniany kij, chyba ze szczotki ale nie jestem pewny. Miał on około metra długości. Postać około metra siedzemdziesiąt, osiemdziesiąt. Na jej głowie widniała kominiarka z otworem na oczy i usta.Była ubrana w białą podkoszulkę z zaschniętymi plamami krwi, oraz w czarne jeansy z dziurą na kolanie.
-No, śpiąca królewna już wstała? –Odezwał się dziewczęcy głos. Podobny do Alicji, ale to na pewno nie ona. Sięgnęła po metalowe wiadro, i wylała mi lodowatą wodę na twarz. Krzyknąłem.-No co? Dobra dobra, przepraszam, jesteś NASZYM gościem. –To przedostatnie słowo wymówiła jakoś zupełnie inaczej niż resztę. Czemu powiedziałą w liczbie mnogiej? Przecież w pokoju w którym znajduje się krzesło, stół i metalowe drzwi nie ma nikogo oprócz jej i mnie. Cały czas leżałem na zimnej i mokrej posadzce, a kobieta wpatrywała się we mnie. W końcu szarpnęła mnie za ramie, i uderzyła mnie mocno kijem po nerkach, po czym usadziła mnie na krześle na środku pokoju. Bolało to dłużej niż myślałem, ale próbowałem nie dać po sobie poznać, że mnie to ruszyło, lecz mi chyba nie wyszło. –Bolało? –Zaśmiała się kobieta. Z kieszeni wyjęła jakieś cienkie białe sznureczki. Przywiązała mi oby dwa nadgarstki do metalowego krzesła. W pokoju było strasznie duszno, i gorąco.Zacząłem dyszeć. –Gorąco Ci? Oj nie martw się, zaraz Cię ochłodzę!- Powiedziała śmiejąc się, i wyszła z pokoju. W pokoju było bardzo jasno. Cały pokój był tak na prawdę biały, dobrze oświetlony. Nawet „krzesło” na którym siedziałem było białe, jak i szafka którą dostrzegłem dopiero teraz. Zlewała się ze ścianą, a dopiero teraz chyba zacząłem mniej więcej trzeźwo myśleć. W szafce, a raczej biurku mogło by znaleźc się coś przydatnego. Niestety kobieta już wróciła. W ręku trzymała pełne wiadro wody. Odrazu wylała je na mnie. Otrząsnąłem się. Czego ona może ode mnie chcieć?
-Chłodniej? –Spytała.
-Z... Zimno –Wyjąkałem.
-Oh, przepraszam. – Powiedziała, po czym odwróciła się w stronę biurka. Otworzyła mała szufladkę, i wyjęła jakiś pilot. Wcisnęła na nim pare razy jakiś przycisk. Po momencie krzesło na którym siedziałem zrobiło się strasznie gorące, parzyło mnie. Patrzyła się na mnie ze spokojem jak cierpie. –No dobra, dość przyjemności. –Krzesło zaczęlo powracać do temperatury, w jakiej było wcześniej.
-Czego ode mnie chcesz? –Wydusiłem z siebie.

-Tak szczerze?  To nic. –Odwróciła się. –Tylko, lubię się bawić ludźmi, a na kimś muszę testować swoje narzędzia.-Zachichotała się. –Zresztą spokojnie, nie będę Cię cały czas męczyła! Jeszcze mam tego żołnierzyka, i te dwie dziewczynki. O tak, szczególnie zajmę się tą która cały czas się o Ciebie pytała. –Alicja?! Niee, tu juz nie chodziło tylko o mnie, ale o Ghostt’a, i o Alicję i Amber...Dalej była odwrócona. Spróbowałem wysunąć ręce z tego zwalonego sznurka, ale nic z tego. Wbijał mi się w skórę. A możę podniosę to krzesło, i jej tak przypierdole że nie wstanie? To by było dobre. Ale to krzesło jest ciężkie. Dobra, na szczęście tylko raz siężyje. Podniosłem metalowe bydle, jakieś kabelki wyrwałem z podłogi. Na szczeście nie było przyspawane. Gdy dziewczyna się odwróciła, krzesło już leciało na jej brzuch, niestety ja razem z krzesłem.Jedna ręka uwolniła mi się ze sznurków, puściły po prostu.Szybko odwiązałem drugą kończynę, i odskoczyłem. Moim oczom ukazała się postać przygnieciona kawałem metalowego krzesła z wiszącymi kablami. Jej głowa była lekko, ym... Zgnieciona, tak właśnie, zgnieciona. Cóż, niech ginie. Podbiegłem szybko do biurka, i otworzyłem pierwszą lepszą szufladkę. Jakaś deska z gwoździami, młotek,ciernie... Nic przydatnego. Druga była pusta. W trzeciej były bojówki , kamuflaż jak by podchodził pod jakieś ruiny, gruz, kamienie itd. Zdjąłem z siebie brudne spodnie, i założyłem świeże.  Byłem bez butów, niestety w burku nie było żadnych. No cóż, grunt że mam na sobie przynajmniej bieliznę i spodnie. Podszedłem do drzwi, i pociągnąłem za klamkę. Nery dalej mnie bolały. Z kątów pokoju zaczął wydobywać się jakiś gaz... Nie mogłem otworzyć drzwi.
-----------------
Przepraszam że taki krótki, nie mam weny na pisanie, i siły.

2 komentarze:

  1. Anonimowy13:05

    Pierwsza! Rozdział świetny ale to wiesz, Daniel ma byc z Alicją ale to tez wiesz. I jaki gaz do cholery?! Pisz następny ;3 /podpis

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy18:07

    Uwaga! Daje ten komentarz byś nabral weny xD Świetna wyobraźnia ale wolno Ci to idzie ;c Liczymy , że niedługo to nadrobisz. :D Powodzenia/Sandra

    OdpowiedzUsuń