niedziela

20. Strzelania ciąg dalszy.

-Niby jak? -Zapytała Alicja najgłośniej jak potrafiła. Każdy się przez chwilę zastanawiał, próbując nie dostać kulki w łeb.Pierwszy odezwał się Alex.
-Mam pomysł! -Krzyknął. -Każdy karabin, a szczególnie takie bydle musi być kiedyś przeładowane. Zyskamy wtedy kilka sekund. Wybiegnie pierwsza dwójka; Alex i Alicja. Zbiegniecie na dół i poczekacie na nas. Jeśli coś nie wypali, spotykamy się wszyscy w największym, najbliższym budynku jaki znajdziemy. Miejmy nadzieję, że nikogo w budynku nie ma. -Spojrzał się kolejno na wszystkich, jak by pytając czy nie mamy nic przeciw.
-A co z tym rannym? -Spytała Alicja. -Nie zostawimy go. -Rozejrzałem się zdziwiony po pomieszczeniu. No tak, ktoś musiał wcześniej te jęki wydawać. Najprawdopodobniej się nim opiekowali. Nie mam pojęcia kto to...
-Ja go wezmę -Powiedziałem po chwili namysłu.
-Wszystko jasne? -Wszyscy potwierdzili. Chwilę później nastąpiła przerwa. Alex na mnie spojrzał. -No już!-Krzyknął mi do ucha. Zerwałem się, pomagając Alicji wstać najszybciej jak się dało. Podbiegłem do mężczyzny przy ścianie, i wziąłem go na ramię. Był ciężki. Wydał z siebie jęk, niestety nie mogłem nic na to poradzić. Chciał czy nie chciał, musiał iść ze mną.  Ledwo zniknąłem za rogiem już usłyszałem kolejne strzały. Lekko przyśpieszyłem, i poprosiłem żeby Alicja szła za mną. Lewą ręką przytrzymywałem rannego tak aby musiał włożyć jak najmniej siły której nie ma w to aby dojść na dół. Doszliśmy do schodów, spojrzałem się na nie a on razem ze mną.
-Najłatwiej było by Cię zrzucić na dół. -Powiedziałem patrząc się na schody. Spojrzał się na mnie strasznie poważnie. -Żartowałem... -Westchnąłem. Odetchnął z ulgą. Chociaż, kto wie czy to byłby taki zły pomysł? Zacząłem zbiegać po schodach uważając aby nie zrobić mu krzywdy. Alicja szła tuż za mną, a ja pokonywałem kolejne stopnie prowadzące coraz niżej, i niżej. W końcu bez większych problemów nie licząc... Właśnie, jak on ma na imię?
-Jak się nazywasz? -Spytałem pokonując kolejny schodek.
-Charlie - Wydusił z siebie po krótkim czasie. ...nie licząc Charliego dostaliśmy się na parter. Nie było żadnych problemów... A przynajmniej tak mi się zdawało. Na końcu korytarza zobaczyłem to samo gdy wchodziłem. "Wybacz" szepnąłem do rannego, i położyłem go powoli i cicho na ziemię oraz zsunąłem karabin z swoich pleców wprost do swoich dłoni. Wycelowałem prosto w głowę, i nacisnąłem na spust aby się go pozbyć. Usłyszałem tylko brzdęknięcie. Cholera, zaciął się!
-Rozejrzyj się przez dziury w ścianie i okna po największym budynku... -Szepnąłem do Alicji. Odsunęła się lekko, a ja wyjąłem nóż skądś tam. Nawet nie wiem skąd. Podniosłem go ku górze w celu wyrządzenia temu stworzeniu jak najwięcej szkód. Dziewczyna podniosła dłoń w moim kierunku jak by chciała mnie zatrzymać.
-Nie zgrywaj bohatera... -Odezwał się Charlie. Spojrzałem się na niego, może miał rację. Schowałem nóż do kabury przyczepionej do pasa, oparłem się o ścianę i spojrzałem na Alicję. Uśmiechnęła się. Tak ślicznie się uśmiechała... Zaraz potem po schodach zbiegł Alex z Ghostt'em. Rzucili okiem na stwora na korytarzu, poczym oddali parę strzałów w niego. Spojrzeli się na mnie jak by pytając czemu ja nie zrobiłem tego.
-Zaciął się. -Stwierdziłem wzdychając. Ryan wziął mój karabin do ręki i spojrzał na niego. Odciągnął coś przy kolbie a z komory wypadł pocisk uderzając o ziemię. 
-Po kłopocie. -Odparł spokojnie. -Wynośmy się stąd. -Powiedział po czym rozejrzał się. Wydawał się jakiś dziwny, jakby ukrywał coś. Albo był przerażony, i chciał za wszelką cenę stąd się wynieść... Co jest? Chciałem go zapytać ale przeszkodziły mi kolejne strzały. Znów padliśmy na ziemię jakby oszołomieni. Alex znajdował się najbliżej przerwy w ścianie. Na tej części podpory budynku która nie była zniszczona wisiało lustro. Alex spojrzał się na nie.
-Mam pomysł. -Szepnął i rozbił odbicie kolbą karabinu, po czym podniósł jego mały kawałek. -Wiesz co robić. -Skierował te słowa do Ghostt'a. Ten tylko pokiwał głową i wybiegł z budynku. Co on do cholery robi? wyjrzałem zza ściany; strzelec nie trafił go a on schował się za jakimś autem. Alex w tym czasie wyciągnął lusterko i skierował je w stronę skąd strzelał snajper.
-Coś w lusterku się zabłyszczało. -Stwierdziłem.
-Tak , mamy go. -Uśmiechnął się. Wyrzucił lusterko, a przeciwnik zmiażdżył je swoim pociskiem. W tym samym czasie wychylił się najszybciej jak mógł i wycelował w strzelca...