Oczywiście zapraszam do komentowania, i wyrażania swojej opinij. To strasznie motywuje c:
------
Lekko otworzyłem swoje oczy, lecz obraz jaki widziałem był rozmazany. Przetarłem oczy, i zauważyłem że leżę na miękkim, wygodnym łóżku przykryty przyjemną białą kołdrą, a pod głową miałem poduszkę. Ściany pomieszczenia w którym się znajdowałem, były bardzo jasno zielone. Przetarłem raz jeszcze oczy, zrzuciłem z siebie kołdrę i wstałem na nogi. Byłem ubrany w jakąś piżamę, co cholera? Spojrzałem się przez okno które zajmowało całą część ściany. Na biurku przy łóżku znajdował się laptop, i jakieś parę mniejszych szczegółów które były strasznie nie wyraźne. Wszystko co widziałem. Było nie wyraźne, nie mam pojęcia czemu. Podszedłem do drewnianych drzwi z srebrną klamką, i je spróbowałem otworzyć. Nie mogłem. Spróbowałem je wyważyć, ale ani drgnęły. Westchnąłem, po czym odpuściłem. Usiadłem na krześle przy biurku i otworzyłem laptopa. Wcisnąłem guzik Q na górze klawiatury, i spokojnie czekałem. W między czasie chciałem wyjrzeć przez okno lecz wszystko za nim było zamazane, cholera no. Moment po tym usłyszałem dźwięk włączenia się laptopa. Wyświetlił się ekran logowania. Profil użytkownika... Daniel Ronestly. Skąd mogą mnie znać? Wszystko w jednej chwili mi się rozmazał, i bach! Nagle poczułem ból w klatce piersiowej, tak jak bym wcześniej zapomniał. Dopiero teraz sobie uświadomiłem że nade mną stoi Alex.
-ja pierdole, wstawaj! -Krzyknął na mnie. Obraz który widziałem zaczął się wyostrzać; zauważyłem rysy płomieni za plecami mojego przyjaciela. Było wciąż ciemno, lecz nie tak bardzo jak ostatnio. Szybko otrząsnąłem się, i wstałem. -Jak dobrze że żyjesz, myślałem że już nie żyjesz...-Powiedział głęboko oddychając z dłońmi na swoich udach. Coś na niego wskoczyło, wbijając w niego pazury po czym odskoczyło na dach jakiegoś budynku. Podbiegłem do niego, i spojrzałem się na niego.
-Żyjesz, stary? -Spytałem z lekkim przerażeniem w głosie. Bałem się, że coś mu się stało.
-Nie no, nic mi nie jest. Tylko co to był... -Dźwięk wybuchu mu przerwał. Przycisnąłem szczękę do klatki piersiowej odruchowo, poczułem strasznie mocny powiew wiatru i jakieś malutkie odłamki budynku oraz pył na sobie. Na szczęście Alex zdążył zasłonić twarz. Spojrzałem na jego ramię, miał wbity tam jakiś kieł czy coś, a w okół rozszarpane... Ta, rzeczywiście nic mu nie jest.
-Wstawaj, musimy się stąd wynosić -Powiedziałem zdecydowany. Nie wiedziałem gdzie, ani co tu się dzieje ale było tu źle.
-Zgadzam się, całkowicie -Wysapał. Spróbował podnieść się wspomagając się jedną ręką lecz skończył znów na ziemi. -Ee... Głupio mi o to prosić, ale... Pomożesz? -Spytał zawstydzony.
-Jasne -Odpowiedziałem po krótkim zastanowieniu. Podniosłem go, jedną z jego rąk wziąłem za swoją szyję i wyprostowałem nogi. Nie było tak ciężko. Rozejrzałem się szybko po miejscu gdy moglibyśmy pójść, wszystko w okół było zawalone, jedyne miejsce gdzie była luka to jakieś drzwi w okół których wzbijały się płomienie. Zaczęły po mnie spływać krople potu przez gorąco spowodowane ogniem. Tak, jak by ktoś chciał koniecznie żebyśmy przeszli akurat TYMI drzwiami. Nie chciałem tam iść, ale nie miałem wyboru. Poza tym, znów zgubiłem pistolet. Cholera, który to już raz? Przeklnąłem pod nosem i ruszyłem z Alexem w stronę przejścia. Dopiero teraz poczułem obciążenie jakim był On i jego sprzęt. Podszedłem do drzwi, i kopnąłem je. Wbiliśmy do budynku razem z drzwiami. Przed nami pojawiły się światła z latarek, oraz było można dostrzec rysy luf. Chciałem się spytać kim są, ale otworzyli ogień. Padliśmy na ziemię za jakiś blat. Ja opadłem na ręce, ale Alex uderzył z hukiem głową o posadzkę. Potrząsnąłem nim, nie odpowiadał. Alex, cholera! krzyknąłem. Przyłożyłem głowę do jego klatki piersiowej, biło. Żył. Będziesz żył, stary. Nie mam zamiaru go tutaj zostawić. Po paru sekundach ogień ucichł. chwyciłem dłonią towarzysza za ramię i powoli czołgałem się w stronę jakiś drzwi, trzymając się jak najbliżej blatu. Znów zaczęli strzelać. Kawałki szkła, drewna i wszystkiego co było w pomieszczeniu zaczęło mi latać nad głową. Jeden nabój nawet przebił się przez moją osłonę, na szczęście nas nie trafił. Gdy dociągnąłem się do drzwi, czekałem aż chociaż na chwilę przestaną do mnie strzelać, i po chwili ten moment nastąpił. Wstawłem zostawiając Alexa i wbiegając przez drzwi rpzede mną. Nie były zbyt wytrzymałe; po wbiegnięciu się rozkruszyły. Przede mną stał jakiś nastolatek trochę młodszy ode mnie z pistoletem wycelowanym w moją twarz. Ręce mu się trzęsły, myślę że gdyby strzelił to trafił by prędzej Alexa na ziemi niż mnie. Lufa pistoletu znajdowała się jakieś pół metra ode mnie.
-Stój... Bo s.. strzelam! -Krzyknął jąkając się chłopak. Do oczu napłynęły mu łzy. Cholera, nie wiedziałem co robić. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, które było w kształcie prostokąta.Nie było centymetra przy ścianie żeby nie było żadnego mebla. Szafki, łóżko, lampy itd. Tylko drzwi były nie obłożone meblami. Znajdowały się one na prawo ode mnie. Były lekko uchylone.
-Spokojnie, nie mam zamiaru Ci zrobić krzywdy -Mówiłem najwolniej jak tylko potrafiłem. Grałem na czas, chociaż nie wiem na co liczyłem.
-Nie wiem czy mogę Ci wierzyć -Mówił roztrzęsionym głosem. Otworzyłem usta i miałem dalej ciągnąć rozmowę ale stwierdziłem ze to nie miało by sensu. Bez namysłu wykrzyknąłem na cały głos "Zarażony!" a on się odwrócił. Po kopnięciu go w plecy z całej siły uderzył głową o komodę. Podniosłem jego pistolet który upuścił, i sprawdziłem magazynek. Był pusty. Cholera. Przeszukałem go, i znalazłem jakiś nóż kuchenny. W każdym bądź razie wyglądał na ostry. Spojrzałem przez sekundę na Alexa żeby sprawdzić czy tam dalej jest. Nie ruszył się nigdzie, w sumie było można się tego spodziewać. Ludzie którzy strzelali, na szczęście już przestali. Uznali nas za martwych? Może.
-Dobra, idziemy dalej chłopcy -Powiedział znajomy mi głos. Cholera, nie mogłem sobie przypomnieć skąd go kojarzyłem. Podszedłem do uchylonych drzwi które prowadziły na zewnątrz. Powoli je otwierałem, rozglądając się wszędzie. Przede mną stał ustawiony do mnie tyłem człowiek. Palił papierosa i przeklinał po cichu. Podszedłem najwolniej i najciszej jak mogłem, żeby mnie nie usłyszał. Nóż trzymałem przed sobą. Miał pistolet w kaburze zaczepionej do paska. Dźgnąłem go najpierw w kolano, a on wydał głośny krzyk. Cholera, mam nadzieje że nikt tego nie słyszał. Gdy obalił się na ziemię, wbiłem mu nóż w oko. Po paru sekundach próby wyjęcia broni białej z jego głowy, udało mi się. Wyciągając pistolet z jego kabury, i sprawdzając magazynek usłyszałem jak ktoś za mną idzie. Albo raczej biegnie. Upuściłem pistolet chowając magazynek do kieszeni i odwróciłem się błyskawicznie. Ktoś się na mnie rzucił, przewracając mnie.